Walentynki – zwane są dziś świętem miłości. Święto to w Polsce nowe, przybyło do nas wraz z otwarciem się granic naszego kraju na szeroko rozumiany Zachód. Czy to dobrze, czy to źle… właściwie bez znaczenia, choć „prawdziwi” wszechpolscy pewnie by tu zaprotestowali odsądzając od czci i wiary wielbicieli walentynek.
Ale zacznijmy od początku.
Święty Walenty znany jest w tradycji katolickiej. Można powiedzieć, że jego działką jest pewna gałąź medycyny, a mianowicie choroby nerwowe z epilepsją na czele. Jednakże legenda mówi, że Walenty, który był biskupem Nahars potajemnie, wbrew edyktowi cesarza Klaudiusza, udzielał ślubów zakochanym. Podobno w przeddzień swej męczeńskiej śmierci 14 lutego właśnie, napisał list do córki strażnika więziennego i podpisał go: „od twojego Walentego”.
Walentynki były obchodzone już w XV wieku w Anglii i Francji. W dniu tym wysyła się przyjaciołom, sąsiadom, i wszystkim , których się lubi kartki z życzeniami podpisanymi tradycyjnie „od twojego Walentego”. W krajach anglosaskich bowiem, święto to nie jest kojarzone li tylko z wielką romantyczną miłością między zakochanymi.
W tym miejscu należy odnotować jeszcze jedne fakt: w starożytności znane było święto płodności wypadające 15 lutego poświęcone Faunowi. Chyba jednak te dwie sprawy jakoś się ze sobą łączą w tradycji miłosnego świętowania.
A co w Polsce? Walentynki oficjalnie obchodzie były po raz pierwszy w 1992 roku. Od tego czasu rozwinął się w naszym nadwiślańskim kraju cały przemysł walentynkowy. Mnóstwo ludzi robi na tym święcie niezłe pieniądze. I nie ma się czemu dziwić – jest popyt, jest podaż. Walentynkowe kartki, walentynowa bielizna, walentykowe kubeczki, walentynkowe poduszeczki… itd Ponieważ to święto importowane, niepolskie, więc jak już wspomniałam „prawdziwi” Polacy i obrońcy polskości i rodzimej tradycji oburzają się i usiłują odgrzać i na nowo ożywić według nich lepsze święto: Noc Kupały.
Czy mają rację?
Kupalnocka to nic innego jak sobótka, wychwalana nie wiedzieć czemu przez znającego prawdę biblijną Jana Kochanowskiego w „Pieśni świętojańskiej o sobótce”. Noc Kupały związana jest z letnim przesileniem Słońca i wypada w noc z 21 na 22 czerwca. Można powiedzieć, że to wręcz rozpustne (przez palce patrzono na pary znikające w lesie niby w poszukiwaniu kwiatu paproci zwanego ”Perunowym kwiatem”) święto płodności, miłości, a oprócz tego ognia, wody, słońca, księżyca i innych sił wychwalanych w pogańskich wierzeniach. Rozpalano wielkie ogniska, które miały mieć magiczną moc oczyszczającą, chroniącą od demonów. Panny puszczały wianki z magicznych ziół na wodę rzeki. W dole czekali chłopcy, którzy te wianki wyławiali, a wracając do zgromadzenia identyfikowali właścicielkę wianka jako swoją przyszłą żonę. Chrześcijaństwo podjęło próbę asymilacji tego święta i związało go z postacią Jana Chrzciciela (stąd nazwa – kupała, od kąpieli; kąpiel chrzcielna). Udało się. Znów pogaństwo w chrześcijańskim sosie święciło triumfy przez wieki. W późniejszym czasie nadano temu świętu miano sobótki (nazwa o wydźwięku pejoratywnym, oznaczająca tyle co „mały sabat”) i powiązano to z legendą o dziewczynie o i imieniu Sobótka ginącej z ręki wroga w noc letniego przesilenia.
Tak czy inaczej Sobótka, czy też Noc Kupały to stare, pogańskie święto znane nie tylko w Polsce ale i w Skandynawii. Walentynki to nic innego jak katolicka legenda o kolejnym świętym.
Ani jedno, ani drugie święto nie ma żadnego uzasadnienia biblijnego i znaczenia dla prawdziwego chrześcijanina. Takie to nasze polskie obyczaje.
Czy warto kruszyć kopię o wyższość walentynkowego , czy sobótkowego „święta miłości” ? Żadne z nich nie jest ani czysto polskie, ani chrześcijańskie.
Chcemy świętować? Świętujmy! Byleby w pełni świadomie co i dlaczego robimy. Wolna wola.
Ale pamiętajmy , że w ostatecznym bożym rozrachunku nie jest bez znaczenia czym zajmujemy się na ziemi…